Zabieg miałem przeprowadzony 18.03.2010 r. Dzięki opisom zabiegów kilku członków forum lysienie.info, pomogły mi w podjęciu jedynej słusznej decyzji (BHR Clinic) i uniknięciu syfu na głowie (polskie klinikorzeźnie). Dzięki temu, że widziałem u kilku osób efekty pracy niektórych polskich chirurgów mogę powiedzieć, że różnica między Bisangą a polskimi "specjalilistami" jest taka jak między Mercedesem a Polonezem Caro.
W listopadzie 2009 r. wpadłem do Warszawy na wizytację u Bisangi. Byłem nastawiony na przeszczep ok. 4500 graftów, jednak z uwagi na gęstość (65 FU na cm2) i elastyczność skóry Bisanga oszacował, że w trakcie jednego zabiegu jest w stanie przeszczepić najwyżej 3000 graftów (STRIP).
Stan mojej głowy to NW 5A (wg oceny doktora), co można sprawdzić na poniższych zdjęciach.



Tutaj chciałbym uświadomić co poniektórych, że FUE nie zawsze jest wskazane. Przy mniejszych ubytkach (do NW3, bez dalszego postępu) można zrobić FUE, wyższe STRIP. Z tego co pamiętam, Bisanga opisywał, że średnio obszar donor ma ok. 12 tys. włosów, przy FUE następuje ekstrakcja co 4-go włosa, więc realnie można pobrać ok. 3000 graftów (bez widocznego przerzedzenia obszaru dawczego). W przypadku dalszego łysienia brak będzie włosów do przeszczepu i nawet będzie problem ze zrobieniem stripa (z uwagi na niższą gęstość donoru uzyska się z wyciętego paska skóry dużo mniej włosów). Dlatego przy większym łysieniu w zasadzie jedyne sensowne wyjście to 1-2 stripy i ewentualnie FUE.
Bisanga zalecił mi masowanie tyłu głowy w celu zwiększenia elastyczności skóry. 2 miesiące przed operacją zacząłem codziennie masować tył i boki głowy (ok. 10 minut), dzięki czemu można było przeszczepić o 500 graftów więcej (gdzieś na stronie Hasson&Wong jest nawet filmik instruktażowy).
W trakcie mailowania z Piotrem Mayem zapytałem go czy preferencyjna cena 2,20 Euro/graft dalej obowiązuje dla Polaków, potwierdził, więc nawet nie musiałem się targować.
Do Brukseli, a w zasadzie Charleroi doleciałem we wtorek samolotem Wizzair (odpowiednio wcześniej kupiony bilet kosztowwał mnie w obie strony 220 zł). Charleroi oddalone jest od Brukseli ok. 50 km, jednak jest pełno różnych połączeń. Ja dojechałem autobusem, odjazd z lotniska Charleroi (kantor ze sprzedażą biletów znajduje przy prawym wyjściu z lotniska) do Bruksela Midi Zuid (dworzec kolejowy), bilet w obie strony 22 Euro. Z dworca Midi doszedłem do hotelu Catalonia piechotą. Jan (polski konsultant BHR) zarezerwował mi wcześniej pokój.
Dzień przed zabiegiem (środa) przeznaczyłem na zwiedzanie, po południu spotkałem się z Bisangą na konsultacji, poznałem osobiście Jana i na jego głowie obejrzałem efekt pracy doktora i jego zespołu. Przy okazji dowiedziałem się, że przez cały tydzień non stop byli Polacy (ja czwarty). Bisanga wyrysował mi linię, którą od razu zaakceptowałem, powiedziałem mu, że finansowo jestem gotowy na większy zabieg (miałem zapas gotówki plus karta kredytowa ze sporym limitem), więc po sprawdzeniu elastyczności skóry w obszarze donor (dzięki masażom była bardzo dobra) zaproponował 3500. Poprosiłem go, żeby przeszczepiał mi grafty z uwzględnieniem kolejnego zabiegu w przyszłości. Bisanga powiedział, że przy kolejnym zabiegu może spokojnie przeszczepić dalsze 2500 graftów, które zagęszczą mi tył głowy.
Dzień zabiegu (czwartek) to rano śniadanie w hotelu (jakoś nie miałem apetytu) i o 7:30 meldunek w klinice. Tam zapoznanie z wesołymi dziewczynami, golenie czachy (i kolejne liczenie gęstości, z tyłu na środku głowy mam 75 graftów/cm2) i klapnięcie w fotelu w jednym z dwóch pokoi zabiegowych.. Tam seria zastrzyków znieczulających na tył głowy (mniej lub bardziej bolesne, ale do przeżycia) i głupi jaś (przez co resztę średnio pamiętam). Dziewczyny zapytały się, czy wolę film czy muzykę, wybrałem to drugie, i Bisanga zaczął kroić tył głowy, a później robić dziurki (na pewno nie było to wiercenie). Potem było chyba kilkanaście zastrzyków znieczulających na przód. Facet ma duże poczucie humoru więc dla zabicia czasu trochę żartowaliśmy i gadaliśmy o różnych pierdołach. Z tego co pamiętam (byłem mocno zmulony środkiem uspokajającym) grafty wszczepiały mi 2 dziewczyny (stały po obu stronach mojej głowy), a trójka (w tym jeden facet w okularach) siedziała przy mikroskopach i dzieliła grafty. Koło południa Jan zaprowadził mnie do pokoiku na obiad, potem powrót na fotel. Nawet nie zauważyłem kiedy zabieg dobiegł końca (godz. 20) i Jan poprowadził mnie na krzesło celem zrobienia zdjęć (dałem mu wcześniej swój aparat, więc cyknął mi kilka zdjęć w czasie zabiegu).



Potem wręczył mi papierową torbę z antybiotykiem, środkami przeciwbólowymi, wodą do spryskiwania obszaru recipent i bandaną. Uregulowałem resztę płatności (w tym część kartą kredytową, klinika ma czytnik) i Jan odprowadził mnie do hotelu. Dostałem też wyliczenie graftów: łączna ilość 3446 , w tym:
1 włos - 381
2 włosowe - 2053
3 włosowe - 918
4 włosowe - 94
Koszt: 3446 x 2,20 Euro, razem 7581 Euro. Taka jakość roboty jest tego warta.
W nocy z racji bólu miałem problem z zaśnięciem. W kolejny dzień o godz. 11 pojawiłem się na kontrolę w klinice, a resztę dnia spędziłem w hotelu, trochę czytając, a głównie oglądając przeszczepione grafty



Kupiłem też paracetamol w aptece. Zacząłem trochę puchnąć na czole, jednak nie jakoś dramatycznie (kładłem na czoło zimne okłady).
W sobotę miałem odlot w południe, ale od ok. godz. 9 zacząłem bardzo mocno puchnąć. Jeżeli jest możliwość polecam wszystkim wylot następnego dnia po zabiegu. Drugi dzień to początek masakry. Na lotnisku wszyscy patrzyli na mnie jak na małpę w zoo, za to celnicy puścili mnie bez kontroli. Opuchlizna ciągle narastała i wieczorem (na szczęście byłem już w domu) nie byłem w stanie otworzyć powiek. W niedzielę rano obudziłem się jako ślepiec, ale kładłem non stop mokry zimny ręcznik na twarz i koło poudnia byłem w stanie lekko uchylić jedną powiekę. W kolejnych dniach opuchlizna schodziła w dół twarzy, całkowicie zniknęła w 7 dniu po zabiegu.
Pierwszych 9 dni, zgodnie wytycznymi, na przód głowy wklepywałem betadine, z tyłu delikatnie masowałem. W 13 dniu miałem zdjęte szwy, w kilku miejscach po bokach głowy miałem stan zapalny i lekarz zalecił mi przemywanie wodą utlenioną. Zresztą boki, powyżej blizny miałem bez czucia, (w jednym czucie wróciło po ok. tygodni , w drugim nadal jeszcze nie, ale wiem, że to stan przejściowy-może trwać do 6 miesięcy).
Po kilkunastu dniach zaczęły mi wypadać włosy, za to blizna z tyłu głowy zaczęła się coraz ładniej goić (ale za to mocno swędzić).
20 dzień po zabiegu - włosy częściowo już wypadły i sypią się dalej

blizna z tyłu głowy

Na dzień dzisiejszy prawie wszystkie wszczepione włosy wypadły, więc nie ma sensu pokazywać dalszych zdjęć. W miarę upływu czasu i widocznych efektów będę zamieszczał kolejne w pierwszym poście.
Cenę zabiegu nie uważam za wysoką (2,20 Euro w przeliczeniu to ok. 8,65 zł, polscy partacze z tego co kojarzę kasują 6-7 zł). W Niemczech nauczyłem się dobrego podejścia: „nie stać mnie na tanie rzeczy”.
Osobiście wychodzę z założenia, że im więcej tym lepiej. Nie wierzę w rzeczy typu NW6 i super pokrycie 2000 graftów. Na zdjęciach można trochę pomaskować żelem czy Nanogenem, rzeczywistość wszystko brutalnie weryfikuje. Zabieg robię po to, żeby o włosach przestać myśleć, a nie bawić się codziennie rano w maskowanie. Za jakieś półtora roku planuję kolejny zabieg (na tył głowy), oczywiście u Bisangi.
Zdjęcia trzy miesiące po zabiegu:





Zdjęcia cztery miesiące po zabiegu:






Z tyłu blizna ma ok 4-5 mm szerokości. Zaczynają przez nią wyrastać pojedyncze włosy. Żeby nie było widać nawet przy pochylonej głowie, włosy ścinam na jakieś 2,5 cm.
Ogólnie sporo włosów mi poleciało, na koronie i z tyłu w okolicach blizny, dlatego po prawie 4 miesięcznej przerwie zacząłem ponownie używać Minoxidil. Mam nadzieję, że przynajmniej część odrośnie.